
















|
2008.12.05
Koncert jubileuszowy z okazji 20-lecia istnienia QUO VADIS
Na wstępie chciałbym pozdrowić i podziękować wszystkim, którzy zaszczycili nas swoją obecnością na koncercie oraz składającym życzenia !!! Koncert już za nami a było naprawdę fajowsko ;-) Zgodnie z planem koncert otworzyli nasi przyjaciele z CRYPTIC RITES, dali niezłego łupnia, wszystkim bardzo podobała się ich skromność przed koncertem i żywiołowość podczas występu. Liczę, że nie był to nasz ostatni wspólny występ i radzę wszystkim skierować wzrok na ten bardzo, bardzo obiecujący zespół. Koncert Quo Vadis rozpoczęło najnowsze intro kompozycji Marcina Bala, do którego pododawałem elementy z naszej historii (więc można było usłyszeć w tle głos Hitlera z „Narodu”, zaśpiew arabski znany z „Dżihadu”, pozytywkę z „Ameryki”, płacz dziecka z „Bólu istnienia” i inne…) Pierwsze numery to premierowe „Caducus” i „Ropa za krew” potem Babelowe. Kiedy nadszedł czas KRÓLA na scenie pojawił się Paweł Kamiński i pierwsze tego dnia wykonanie na dwa zestawy perkusyjne (Seba bardzo fajnie wymyślił, że perkusje stały naprzeciwko siebie, bokiem do sceny i publiki). Po dwóch utworach (Gra i Dżihad) Pawła Kamińskiego zmienił Paweł Golimowski – zagraliśmy połączonego Bojownika z Narodem. Potem przyszedł czas na Miśka czyli Roberta Szamańskiego. Wspólnie zagraliśmy Test Draizea (utwór ten graliśmy po raz pierwszy od 13 lat !!!!!) oraz Obojętność. W ten oto sposób dotarliśmy do utworów z pierwszej płyty. Na początek intro Hymn ZSRR czyli NKWD. Następny numer to chyba największy „rodzynek” tego koncertu, a mianowicie „Rzeźnik” (ten utwór po raz ostatni wykonaliśmy chyba 18 lat temu !!!!). Muszę przyznać, że kiedy go przygotowywaliśmy na ten koncert to trochę zdrowia on nam napsuł bo wcale nie był taki prosty jak się nam wydawał :-))) Wyszedł OK. ! Nie mogło zabraknąć Trzech szósteczek z oryginalnym intrem oraz MONnofobii !!! W tym miejscu odbyła się „część oficjalna” zaprosiłem na scenę wszystkich muzyków o każdym opowiadając trzy słowa. Oprócz samych grających quovadisowców na scenę zostali wywołani do odebrania honorów i splendoru quovadisowi „działacze”: Marek „PREZES” Pawlak – Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego :-)))) naszego koncertu; Krzysztof „JAKUBEK” Jakubowski – Vice-Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego :-)))) to dzięki ich pracy koncert zorganizowany był wzorcowo od samego początku: druku biletów, plakatów, samo rozklejanie plakatów, sponsorzy, koszulki, bankiet do mocnego zaangażowania szczecińskich mediów w promocję koncertu włącznie co zaowocowało imponującą frekwencją (580 osób); Janusz Merz – nasz pierwszy historyczny „menago” dzięki, któremu na początku działalności Quo Vadis było głośno o zespole. Mam nadzieję, że w przyszłości te trzy postaci będą zajmowały się naszymi sprawami organizacyjnymi co doprowadzi do ogólnej chwały i rozwoju zespołu; Mariusz „MARIO” Paprzycki – nieoceniony admin naszej strony internetowej, a także autor większości projektów graficznych (rewelacyjny baner koncertowy, koszulki itp.), nasz dobry duch i „estetyczne” ramię Quo Vadis. Każda z osób na scenie miała swoją imienną koszulkę „drużyny Quo Vadis” z numerem 20 symbolizującym liczbę lat działalności oraz szampana w dłoni. Po prezentacji nastąpiło tzw. „monte carlo” czyli wszystkie szampany zostały odpalone, „skropina” publiczność, gardła i ogólnie my ;-))). W ten oto sposób doszliśmy do finałowej części koncertu gdzie w składzie pojawił się ojciec Quo Vadis – Mariusz „BĄCZEK” Bączkiewicz i Wojtek „SŁABY” Słabicki legendarny pierwszy perkusista, autor wszystkich „utrudnień” w graniu (zmiany tempa, krótkie wstawki, połamane rytmy i tematy itp.) oraz pomysłodawca najważniejszych naszych coverów: Kocham Cię kochanie moje i Pretty woman. Wspólnie wykonaliśmy nieśmiertelny cover: Pretty woman, potem brawurowo Ból istnienia. W tym momencie nastąpiła podniosła dla mnie chwila, gdyż oświadczyłem się swojej Kasi – oświadczyny przyjęte. Na koniec zagraliśmy Kocham Cię kochanie moje, Seba wraz ze mną odśpiewał cały utwór. Dwa bisy i mogliśmy się udać na zasłużony bankiet, gdzie spożywaliśmy „quovadisówkę” czyli pysznie rozrobiony spirytus (przeze mnie rzecz jasna ;-))) do późnych a może wczesnych godzin… Zaczynamy pracę nad DVD (myślę, że będzie zajebioza)…
Skaya
|