|
![]()
|
![]() |
|
|
|
2010.01.17 Koncert w Free Blues Club w ramach Festiwalu Akustyczeń
Metal na miękko. Quo Vadis w FBC (źródło)
Tomasz Skaya i jego drużyna bezsprzecznie poradzili sobie z tym zadaniem. Okazało się, że nie muszą użyć rozkręconych na full wzmacniaczy by zagrać takie klasyki jak "Ból istnienia" ,"Rzeźnik" , "Bojownik" Oczywiście łatwiej poszło z tzw. cudzesami od lat obecnymi w set liście szczecinian (,"Pretty Woman" , "Żółty jesienny liść" , "Ta ostatnia Niedziela ...") ale nie one stanowiły podstawę repertuaru tego wieczoru, bo jednak większość z kilkunastu utworów jakie muzycy wykonali to były numery skomponowane przez Quo Vadis. Co do instrumentarium to cennym urozmaiceniem był niewątpliwie harmoszka, a zespół był wspomagany także przez gości, wśród których był m.in. Klawiszowiec Lord -Sound Of Queen. W sumie ten muzyczny eksperyment jak najbardziej się powiódł, więc kto wie czy nie zostanie kiedyś jeszcze powtórzony. Na razie zespół szykuje się do wydania swej nowej, w pełni elektrycznej, płyty (nagranej w ubiegłym roku w studiu w Białymstoku). Fotogaleria wykonana przez przez Artur Dąbrowski
Quo Vadis akustycznie we Free Blues Clubie (źródło)
Quo Vadis zagrał we Free Blues Clubie w niedzielę, w ramach Festiwalu Akustyczeń. Lokal był wypełniony po brzegi. Zespół początkowo wydawał się nieco stremowany. Niepotrzebnie: koncert był udany, a akustyczne wersje metalowych utworów wypadły świetnie. Kto nie był, powinien żałować. Lider zespołu Tomasz "Skaya"Skuza stwierdził, że w takiej stylistyce Quo Vadis prawdopodobnie występuje pierwszy i ostatni raz. Fot. Mateusz Skalnicki-Kirpsza
… a teraz historia prawdziwa czyli jak to wyglądało z naszej strony ;-). Szczerze mówiąc to kiedy zgadzaliśmy się na taki eksperyment to jechaliśmy w pociągu do studia HERTZ do Białegostoku, byliśmy po smacznych paru litrach Pikadora (czyli wina mojej roboty ;-) więc myślami przy nowej płycie, a stan „upikadorzenia” powodował, że wszystko inne wydawało nam się luzikiem… dlatego Olek Różanek, jak do nas zadzwonił i zaprosił usłyszał zapewnienie, że jesteśmy w stanie zagrać prawie choćby dziś… ;-)
Minął czas nagrywania w studio, wróciliśmy na miejsce i tak w połowie grudnia postanowiliśmy leniwie zobaczyć jak to jest zagrać swoje numery w wersji harcersko-akustycznej. Załatwiliśmy lub kupiliśmy instrumenty i spotkaliśmy się na próbie. Cimek wtedy nie grał bo miał złamaną rękę (tak przy okazji to nagrał nową płytę ze złamana ręką, ale o tym będę pisał w przyszłości przy okazji nowej płyty ;-). Jak zaczęliśmy grać to się przeraziłem, włos mi się jeszcze bardziej zjeżył na głowie – dla mnie była to taka nędza, że nie mogłem tego słuchać. Przyznaję się, że namawiałem Cimasa, żeby poszedł do lekarza i wsadził rękę w gips, żeby było usprawiedliwienie wycofania się z tego projektu… (taki byłem szuja… ;-))))). Na szczęście (jak się to później okazało czyli 17 stycznia) chłopaki nie podzielali mojego skrajnego pesymizmu… Przełomowym momentem było przerobienie BÓLu ISTNIENIA na wersję country-ognisko. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że musimy zapomnieć o tym jak wyglądają w oryginale nasze numery i trzeba na nie spojrzeć innym, lekko przymrużonym okiem, więc poszły: reggae RZEŹNIK, DOMINUS z balladowym refrenem itd. Zdaliśmy sobie również sprawę z tego, że sami nie damy radę tego wykonać musimy zaprosić gości, którzy nas wspomogą. To była kluczowa decyzja zaprosiliśmy naszego frienda Przemka Nowaka – akordeon, oraz mojego siostrzeńca Wojtka Bala – Dżembe. Wcześniej przesłaliśmy im MP3 z naszymi kilkoma wybranymi numerami tak dla orientacji. Cała akcja ruszyła po sylwestrze, więc czuliśmy przysłowiowy „gorący oddech na plecach” zbliżającego się terminu co nam tylko dodawało skrzydeł. Przemek i Wojtek okazali się absolutnymi profesjonalistami i jak spotkaliśmy się na próbie byli zajebiście przygotowani i dopiero wtedy zacząłem dostrzegać światło w tunelu, że może jednak nie będzie to „nędzne” jak mi się pierwotnie wydawało ;-). Początkowo Przemek miał grać w kilku utworach, ale zrobił takie akordeony, że nam poopadały szczęki, więc dosłaliśmy resztę numerów do zrobienia. Wymyśliliśmy całkiem fajną dramaturgię koncertu uwzględniającą wszystko to czego do tej pory nie mogliśmy wstawić na z uwagi na „stylistyczny gorset” (powiedzenie wieszcza Cimasa). Mianowicie dwa utwory, które zaśpiewał Seba. Dwa hiciory, które on wykonuje czyli jego utwór „Knajpa naprzeciwko zoo” i z repertuaru Wysockiego „Obława na wilki”. Zależało mi również aby wykonać przy tej okazji po raz pierwszy na żywo utwór Fenix. Zaprosiliśmy początkowo Marcina Bala czyli naszego ex-klawiszowca, ale z uwagi, że już posprzedawał instrumenty i niestety nie mógł pogodzić swoich zajęć z przychodzeniem na próby byliśmy zmuszeni trochę zmienić koncepcję i zaprosić innego gościa czyli Grześka „Buliego” z zaprzyjaźnionego szczecińskiego zespołu LORD. Spotkałem się raz z Bulim dzień przed koncertem, przegraliśmy trzy razy Fenixa i było git - to też absolutny zawodowiec. Tak oto nastał 17 stycznia… Pełną salę odebraliśmy jako pewną „złośliwość” ;-))) no tak loża szyderców wypełniona po brzegi ;-), nie odstraszyła późna godzina, niedziela, drogie bilety, trzaskający mróz ;-)))) – to oczywiście żart. … no i poszło dopiero w tym dniu usłyszeliśmy w pełni, w komplecie, z wokalem (przypomnę, że nie śpiewam na próbach ;-) z dodatkami, z całym instrumentarium akustyczną wersję Quo Vadis… i o dziwo była naprawdę zajebioza. Pierwsze dźwięki były zaskoczeniem dla wszystkich (dla nas też oczywiście ;-), ale już po paru sekundach było super. Publiczność wspaniale nas wspierała, my z numeru na numer rozkręcaliśmy się coraz bardziej, w kulminacyjnych momentach (Pretty woman) znalazło się solo na dżembie, które Wojtek zasadził takie, że nawet po koncercie jak przychodzili do mnie znajomi perkusiści to z uznaniem i szacunkiem wyrażali się, że lutnął potężnie a ma dopiero 16 lat – to co będzie za kilka lat ???, po Dominusie znowu Przemek na akordeonie zagrał solowy utwór DREAMS przy którym aż przechodziły ciarki i zarówno my jak i publiczność była zahipnotyzowana tą kompozycją naprawdę czad !!!! Śpiewał Seba, który jest klasą samą dla siebie (Ci którzy znają jego wykonanie na żywo Wysockiego wiedzą o czym mówię), był Fenix potem jeszcze kilka bisów… Myślę, że zarówno publiczność jak i my jesteśmy bardzo zadowoleni i nie będzie to nasz pierwszy i ostatni taki koncert (jak zapowiadałem ;-). Niebawem na naszym profilu YouTube znajdzie się kilka utworów z tego koncertu. Także jeszcze raz dziękuję publiczności za przyjęcie, naszym gościom za profesjonalizm i serce oraz Olkowi Różankowi za to że nas zaprosił do udziału w AKUSTYCZŃIU 2010 i otworzył pewne zamknięte do tej pory dla nas drzwi… Pozdrawiam Skaya
|