CHAOS TOUR Ruszyło ...


2010.05.21
Koszalin Klub GRAAL: OTHIS, COBWEB, QUO VADIS


2010.05.22
Słupsk MOTOR ROCK PUB


…wiele osób pytało mnie dlaczego rozpoczynamy akurat od Koszalina? Otóż mamy nowego członka zespołu jest nim Marek PTYŚ Jastrzębski (co prawda nie gra z nami na żadnym instrumencie, ale tchnął tyle energii i estetyki graficznej, że musiał zostać w QUO VADIS ;-)))… on jest z Koszalina więc w jego mieście rozpoczęliśmy. Na początek przyłożył OTHIS gdzie zszokowało nas, że grają tam całą rodzinką rodzice na gitarach i syn na bębnach – jest to luta i zazdrościmy im !!! Potem COBWEB dał bardzo dobry koncert z brawurowym wykonaniem coveru Rammstein AMERIKA !!!
Przyszedł czas na Quo Vadis intro i poszło: Caducus, Blood for Oil, Black Horizon (czyli mocna zapowiedź INFERNAL CHAOS), potem przypomnieliśmy Grę z KRÓLA i przyszedł czas na nasz najnowszy koncertowy cover i jego prapremierowe wykonanie: MEGADETH „Symphony of Destruction” (jest to tak wyjebany numer, że sam w sobie sieje spustoszenie ;-))) potem był Cross of Gold i Chaos czyli kolejna odsłona nowości, szlagier Dominus i część starociowa NKWD, Trzy szósteczki, MONofobia, Ból istnienia, potem Bomb & Fire z nowej płyty i już chcieliśmy se finiszować Maanamem, ale było na tyle wesoło i wszyscy się dobrze bawili, że musieliśmy zagrać też blok coverowy z Niedzielą, Żółtym liściem…, ale jeszcze to było mało więc na zakończenie zagraliśmy jeszcze numer RUSSIA zamykający nową płytę i dopiero mogliśmy się udać do baru ;-))) Zagraliśmy to samo i tak samo w Słupsku również. W Słupsku w MOTOR ROCK PUBIE czujemy się jak w domu i zawsze jesteśmy przyjęci tam po królewsku za co serdecznie dziękujemy Marcinowi i Szczepanowi było super. Jeżeli chodzi o pierwsze koncerty Chaos Tour to znaleźliśmy takie oto krótkie komentarze w sieci:
Cyt.: „Cobweb dali radę a Quo Vadis...wszystko zmietli”
Cyt.: „15 zł był wjazd, ale na prawdę nie żałowałem wydanej kasy, wykurwisty zespół :D
Cyt.: „Co do Quo Vadis - opowiem przy pomocy artystycznej paraboli: nie wkopali drzwi do środka. Oni po prostu wykurwili dziurę w ścianie!!! ;-]”

2010.05.23
Nowogard ZAKŁAD KARNY


…zaczęło się od małych problemów z samochodem, które spowodowały, że spóźniliśmy się trochę i byliśmy bardzo źli z tego powodu bo wiemy, że wszyscy na nas tam oczekiwali…, a nie chcieliśmy tam ich zawieść… (graliśmy już kiedyś w zakładzie karnym i wiemy, że tam czas do naszego koncertu był odliczany skrupulatnie)… wjazd do takiego miejsca to już jest trauma… otwiera się brama, wjeżdżamy samochodem, brama się zamyka… tam otrzymujemy pytania czy nie wwozimy: alkoholu, używek, kobiet i broni… i to wcale nie były żarty… potem przymusowe zostawienie w depozycie dokumentów i telefonów… i otwiera się druga brama, wyjeżdża samochód my idziemy z buta, zamyka się druga brama i dopiero wtedy otwiera się trzecia brama… i wchodzimy już na właściwy teren… witają nas wzrokiem osadzeni zza zakratowanych okien… przechodzimy przez cały dziedziniec… mijamy kilka spacerniaków… jeden taki okrągły zakończony drutem kolczastym i z takimi betonowymi słupami jak w logo QUO VADIS… dojeżdżamy do miejsca gdzie będziemy grać, zaczęliśmy szybko wypakowywać z samochodu sprzęt bo samochód musiał wyjechać za bramę… depnęliśmy strasznie z rozstawianiem, ale ledwie zaczęliśmy się ustawiać już pojawili się pierwsi słuchacze… , więc presja czasu była większa… poszedłem zmienić „oczy” czyli wdziać białe soczewki… oczywiście to nie było takie proste… strażnik musiał mnie i Matka przeprowadzić przez jakąś zakratowaną bramkę do jak to nazywali „stodoły”, gdzie niestety bez lustra na czuja musiałem zamontować soczewki… krótka próba i jesteśmy gotowi… zapowiedział nas wychowawca odpowiedzialny za nasz przyjazd tam… i lutujemy CADUCUS, BLOOD FOR OIL, BLACK HORIZON… wiem, że w takich miejscach raczej za wiele nie można gadać bo nie wszystkie słowa oznaczają to samo co poza murami…, więc ograniczam się do podziękowania za oklaski i zapowiadam następny utwór… zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy tam znają Quo Vadis, więc gramy pierwszy cover: Żółty jesienny liść (tu pojawiają się pierwsze uśmiechy, podśpiewywania lalalala w refrenach, po skończonym utworze były fajne brawa i nawet pojawił się okrzyk Biały Miś, który nas też rozbawił (to przygotujemy specjalnie dla nich następnym razem ;-))) i tak przeplataliśmy nasze numery z coverami, bisem… po koncercie jeszcze rozdawaliśmy autografy i pamiątkowe nasze pocztówki… Podsumowując: wiem, że są tam ludzie, którzy coś w życiu „spsocili”…, ale jak tak stali i oglądali nasz koncert, czy słuchali/oglądali z okien swoich cel to oni byli dla nas naprawdę naszą publicznością i było nam jakoś tak dziwnie, że po koncercie nie możemy jak zwykle pogadać z nimi, usiąść przy barze spożyć to i owo… jak zaczęły się nawoływania strażników „dwójka, trójka, czwórka wychodzi… stodoła wychodzi”, to aż ciarki nam przechodziły więc chcieliśmy szybko jak najwięcej pamiątek i autografów im rozdać… kiedy już opustoszał plac zostali jeszcze obsługujący radiowęzeł, pomogli nam spakować sprzęt… kiedy zrobiła się nagle taka cisza z któregoś z okien usłyszeliśmy okrzyk: „Skaya jesteś the best” !!! Odkrzyknąłem „Dzięki”…, ale było w tamtym okrzyku coś tak niesamowitego… nie wiem nawet jak to nazwać poruszającego, miłego i dramatycznego zarazem… no nie zapomnę go na pewno… ! tak jak weszliśmy tak i na koniec przechodziliśmy przez ten dziedziniec gdzie żegnali nas wszyscy wzrokiem czasem pozdrawiali, dziękowali, a my im… Miejsce wiadomo, że jest przygnębiające, ale mam nadzieję, że chociaż na chwilę wnieśliśmy tam trochę innego ducha i jeżeli będą chcieli na pewno tam jeszcze zagramy !!!!!!

2010.05.28
Lublin Klub RAGNAROCK: LOSTBONE, QUO VADIS


…przezornie wyruszyliśmy 27.05. około godziny: 23:00 po drodze jeszcze akcja całodobowy ;-) i już jedziemy. Na miejscu jeszcze musieliśmy skoczyć po klucze do miejsca zakwaterowania, co okazało się być oddalone o 100 km od Lublina także finalnie spóźniliśmy się i byliśmy jakoś przed 18:00 więc i tak czasu mieliśmy sporo. Przed koncertem spotkałem wielu znajomych, którzy byli na naszym pamiętnym koncercie w Puławach (który nota bene zakończył się zamieszkami w mieście bo ekipa z Lublina wywołała awantury na mieście ;-), między innymi był współorganizator tego koncertu i Darek z zespołu Mortal Slaughter. Miło było spotkać dwóch koleżków, którzy na nasz koncert przyjechali specjalnie z Kielc. Koncert rozpoczął LOSTBONE – naprawdę niezła Luta z charyzmatycznym wokalem Bartonem bardzo mi się podobał ich występ. Potem przyszła nasza kolej zagraliśmy cały set plus covery, plus ad hoc wykonany Dżihad. Graliśmy grubo ponad 1,5 godziny. Potem rozdzieliliśmy się Lostbone pojechali do miejsca zakwaterowania, a my mieliśmy dosłownie za minutę wyjechać też, ale wydarzyły się dwie sprawy, które nas zatrzymały: pierwsza to podczas ładowania sprzętu Seba spadł z samochodu tak niefortunnie i skręcił sobie staw skokowy (co umówmy się jak na perkusistę to kontuzja bardzo niepożądana), druga właściciele klubu wyszli się z nami pożegnać i padło niezobowiązujące to chodźcie na przysłowiowego strzemiennego czyli jedno piwko… ;-) jak łatwo się domyślić finał był taki, że o brzasku zamknęliśmy z nimi knajpę :-))), zanim dojechaliśmy do miejsca spoczynku czyli miejscowości Zwierzyniec już był wczesny ranek…

2010.05.29
Krosno IRON KLUB: ENEMY BREATH, LOSTBONE, QUO VADIS


…wyruszyliśmy co koń wyskoczy około 13:00, po drodze coś paskudnego zjedliśmy I niestety spóźniliśmy się byliśmy przed 19:00, szybki rozstaw bębnów, sprzętu. Okazało się, że z uwagi na bliskie sąsiedztwo spokojnych mieszkańców koncerty kończą się o 22:00… na początek ENEMY BREATH. Zagrali fajny thrash z coverem Kata Ostatni Tabor. Okazało się, że był to ich pierwszy koncert – no to się podziwiłem bo zagrali zawodowo ! Warto mieć ich na oku ;-) Potem LOSTBONE, jak podobał mi się w Lublinie tak tutaj po prostu wymietli tak, że cześć ! Szkoda, że czas nas gonił bo pełny klub bawił się świetnie. My zaczęliśmy o 21:15, więc musieliśmy się spieszyć, ograniczyłem gadkę między utworami do minimum (nie dałem się rozwinąć „Lucjanowi Kydryńskiemu”). Właściciel przedłużył do 22:10 koncert (czego nigdy nie czynił). Była naprawdę rzeź ;-). Przed koncertem Matek się lekko zestresował obecnością samego Wacka „Vogga” z Decapitated (nie muszę nikomu przedstawiać, że jest to jeden z najlepszych gitarzystów na świecie w swoim stylu i nie przesadzam). Po koncercie właściciel klubu przyjął nas czym chata bogata czyli pizza, wódka itp. ;-) było super… jednym okiem oglądaliśmy na dużym telebimie walkę Kliczki z Sosnowskim… finał rankiem o 5:00 zamknęliśmy lokal i ruszyliśmy do Oleśnicy… na pewno tu wrócimy…

2010.05.30
Oleśnica sala widowiskowa Biblioteki Miejskiej: WARMAGEDDON, QUO VADIS


…pierwotnie koncert miał być w klubie Skorpion, ale tydzień przed gigiem Sanepid kazał go zamknąć :-) stąd takie oryginalne miejsce ;-)… Duża fajna sala, duża scena było bardzo miło… No i znowu zaskoczył nas suport WARMAGEDDON to młodzi goście, ale naprawdę dający radę !!! Naprawdę z podziwem oglądaliśmy ich koncert ! No i mają naprawdę niesamowitego bębniarza – jak go zobaczyłem pomyślałem, że pewnie od niedawna gra była jakiś zestresowany, ale jak usiadł i przypierdolił to mi szczena opadła i jako pierwszy zaraz po koncercie uścisnąłem jego dłoń !!!... w samochodzie padliśmy jak szmaty…

2010.06.05
niestety ze względu na kontuzję Seby musieliśmy odwołać (przełożyć) koncert w Kołobrzegu na 2.10.2010r. Krosno i Oleśnicę Seba przegrał z zaciśniętymi zębami i nafaszerowany ketonalem…

2010.06.12
Poznań Klub Blue Note: HEAVYWEIGHT, EVIL DISTRICT, NEURONIA, QUO VADIS
…Na zakończenie pierwszej części CHAOS TOUR bardzo udany koncert, w świetnym miejscu… grało nam się świetnie i jesteśmy bardzo zadowoleni. Podsumowując chciałbym podziękować wszystkim zespołom, z którymi mieliśmy niekłamaną przyjemność zagrać. Wszyscy byli profesjonalistami, świetnymi kolesiami i koleżankami !!! ;-) Był to dla nas zaszczyt i mam nadzieję, że jeszcze nie raz i nie dwa będziemy mieli okazję wspólnie wystąpić.



Pozdrawiam Skaya