|
![]()
|
![]() |
|
|
|
2008.01.29 Koncert w Zakładzie Karnym w Stargardzie Szczecińskim
Zgodnie z obietnicą muszę podzielić się wrażeniami z niesamowitego koncertu (nie skromnie, ale...) jaki daliśmy w „dość specyficznym” miejscu jakim jest zakład karny sam w sobie... Ale po kolei:
Zaczęło się od arcymega sprawnej organizacji logistycznej – szybko załadowany sprzęt z naszej kanciapy potem z klubu TIGER przody (gdyż w akcję zaangażował się również Benek właściciel TIGERA) wraz z dobrym akustykiem Wojtkiem. Pół godziny przed planowanym czasem zbiórki byliśmy gotowi i spakowani – co jest godne odnotowania gdyż kiedyś zaobserwowailśmy pewną prawidłowość jak pakujemy sprzęt na trzeźwo w Szczecinie przed wyjazdem to nigdy nie możemy się pomieścić w busie i zabiera nam to dużo czasu, a jak pakujemy się po koncercie w stanie upodlenia to jest „trzask-prask” i wszystko niczym trójwymiarowe puzzle ląduje idealnie w samochodzie :-) oczywiście INACZEJ jak na starcie :-)... Jechaliśmy busem oraz dwoma osobowymi w składzie z zaangażowanymi w przedsięwzięcie osobami: Ula, Marcin i Darek. W Stargardzie byliśmy z odnie z planem około 14:00. Telefony komórkowe, klucze itp. musieliśmy zostawić w samochodzie lub oddać w depozyt i... i... rozsunęła się brama, wysoki mur zwięczony drutem kolczastym, wieżyczka, uzbrojeni strażnicy, wewnątrz bramy, bramki, klucze, kraty... wszystko robi naprawdę przygnębiające i wywołujące niepokój wrażenie... Podjechaliśmy busem pod miejsce gdzie miała odbyć się cała akcja czyli... pod taką świetlicę, która była jednocześnie „pokojem widzeń” czyli było kilka „stanowisk” z szybą i telefonami, był tam również taki jakby kiosk przeszklony w którym zasiada strażnik. Cóż nie była to sala wymarzona na koncert metalowy, ale szybko rozplanowaliśmy z akustykiem optymalne ustawienie i o godzinie 15:00 byliśmy już rozstawieni i po próbie !!! Koncert miał się rozpocząć o 16:00 więc mieliśmy czas żeby się napić WODY i czekać (stwierdziliśmy że z QUO VÓDIS staliśmy się QUO WODIS :-). Okazało się, że jest możliwość zacząć wcześniej gdyż graniczną godziną w zakładzie nie był moment rozpoczęcia a skończenia występu. Zamknięto kratę z naszej strony, przegrupowali się strażnicy i czekaliśmy, aż zostaną wprowadzeni na salę osadzeni... Kiedy salka zaczęła się zapełniać osadzonymi ubranymi w „drelichy” charakterystyczne dla tego miejsca to muszę powiedzieć, że miałem „lekki” dreszczyk emocji i dawno nie miałem takiej tremy... dodam że z jednej strony wszystko na trzeźwiaka, a z drugiej strony byłem poinstruowany jakich słów nie używać, co się mówi wtedy co wtedy komu nie podawać ręki, na co uważać więc naprawdę byłem „SPIĘTY” :-)... Nasz friend z tamtej strony muru Prezes zapowiedział nasz występ i poszło... Oczywiście rozpoczęliśmy jak normalny set czyli „I’am the man” my gramy wszyscy oczywiście nomen omen SIEDZĄ :-), skończyliśmy – brawka, drugi utwór „Gra” skończyliśmy – brawka, kolejna była „Podloga” do której zaprosiliśmy żeby zaśpiewał z nami Prezes (oczywiście wszystko wcześniej było uzgodnione z dyrekcją zakładu i nie tylko.., żeby mógł zaśpiewać) – to rozruszało trochę i znowu brawka... (jako dygresję podam, że nie jest trudno zagrać dobry koncert dla 10 tysięcy, 100, 200 tysięcy rozbawionych ludzi – prawdziwym wyzwaniem jest zagrać dobry koncert dla 10 osób lub tak jak tu dla 70 ale którzy mogą tylko siedzieć i słuchać – uwierzcie mi jest to naprawdę trudne !!!!). Przełomowym momentem było kiedy udało nam się zagrzać wszystkich do wspólnego odśpiewania w „Żółtym liściu” refrenu czyli „lalalala...” wtedy atmosfera się naprawdę rozluźniła przełamane zostało takie wiszące w powietrzu napięcie i do końca naprawdę było super, łącznie z bisami: Podłogą, Dżihadem, Żółtym liściem nawet jak pojawił się głos że trzeba kończyć bo zaraz są Czterej pancerni w telewizji :-) to wszyscy wspólnie odśpiewaliśmy akapella „Deszcze niespokojne...” !!! Było naprawdę super. Musze również podkreślić że był to jeden z najlepiej zagranych przez nas koncertów... Czyli sezon obchodów naszego 20-lecia rozpoczęty i to w „niezłym” stylu :-)... Zdjęcia z koncertu. Skan artykułu z Głosu Szczecińskiego z dnia 1 lutego 2008 roku. |